VA – Lost Lands + apdejt styczeń 15, 2008

Zaszufladkowany do: Wszystko — lordalleksandr @ 5:36 pm
Tags: , , ,

Czas zacząć! Oto moja pierwsza recenzja… Opiszę płytę, w której się zakochałem, “LOST LANDS – Tribute to Rospuda River Valley”. 


PLAY! Odpaliłem Winampa… Mroczny charakter pierwszego utworu… aż drżę… (nie tylko ja – kolega w czarnej skrzyni też ;-) )… Ciężkie bębny (?)… Trąby zapraszają do zamknięcia oczu… Ahh… Nic tylko wzdychać… Na timerze pokazuje się czas 3:03 – na głośniki wchodzą werble, a mi na plecy dreszcze… Cudo… Ahh ahh (znowu). Kilka przyjemnych sekwencji i znowu podstawowy loop. Miłe, miłe. Track zamyka przemówienie ‘kogośtam’. Wiem, rozpisałem się, ale utwór ma ponad 7 minut(!). Ok, no nic… przechodzimy do następnego… prawie 10 minut :). Cichy dramat, czyli mocna, dźwiękowa wkręta.Wchodzą bębny. Chyba głupio by zabrzmiało, gdybym teraz zrobił ‘ahh ahh’:). W trzecim tracku perkusja zaczyna się samymi stopami, po jakimś czasie dochodzą hajhety i nareszcie werble. Tego kawałka nie dało się rozpocząć lepiej. Wszystko dopełnia cudny wokal i bardzo miło bujający bas. Pourywanemu samplowi też nie można niczego zarzucić. Stealpot zrobił dobry numer, który dobrze zmiksowało ITOA. Miód w uszach :) Przejścia do kolejnego utworu nie ma – a szkoda. Mroczne sample wchodzą z nikąd. Coraz ostrzej, aż do pętli z bębnami, która początkuje właściwą część tracku. Zespół Quantifier nieco mnie zaskoczył, a nieco zdenerwował. Trochę zbyt mocno przypomina to twórczość Amona Tobina… No, ale (jeśli oczywiście lubujesz się w takiej muzyce) brzmi przyjemnie! Winamp mówi, że rozpoczął się kolejny track. Ładniutkie sample zaczynają brzdękać. Fajne, fajne. Po wejściu wokalu i basu jest coraz lepiej. Do czasu, gdy w głośnikach zaczyna coś bębnić (to pewnie bębny, dla nie zorientowanych). “I said, push me inside!”… AAJJ! I wysoki bas który właśnie pobudza moje kolumny – słyszę go setny raz i dalej czuję, jak powstaje na mnie gęsia skórka. Perfekcyjne dogranie go z samplem daje TEN efekt… Po czterech pętlach wchodzi to, na co powinniście (słuchając tego) czekać. Refren to popis umiejętności kogoś, kto obrabiał wokal i wrzucił takie sample. Następnie chwila na rozluźnienie mięśni, muzyka staje się coraz spokojniejsza. Od tego momentu, do końca tracku, przeplatają się warte uwagi loopy. Miłe przejście do kolejnego tracku – i zupełnie inny rodzaj muzyki wydobywa się z membran. To tak jakby zmiana klimatu, na niecałe 2 minuty. Nie opiszę tego, powiem tylko, że powinniście ten utwór przesłuchać.
Tak wg. mnie wygląda pierwsza połowa płyty. Każdy (no dobra, większość) instrument mnie zmiażdżył. Chce mi się słuchać jeszcze… i jeszcze… i jeszcze! Chcesz też? ;-))

Ah, co mi tam - VA - LOST LANDS

 

 Czemu takie produkcje nie są codziennością? Bo są niecodzienne…

 

Sprawdźcie też podstronę Słuchacze, zapraszam!

 

Tymczasem! ;-)